Rok 2025 zapamiętamy jako ten, w którym sztuczna inteligencja przestała być eksperymentem, a stała się codziennością. Z narzędzi AI regularnie korzysta dziś już około 2/3 dorosłych użytkowników. W pracy – jeszcze więcej. Problem w tym, że tempo tej zmiany zaczyna przerastać ludzi.
Najnowsze raporty KPMG, EY i Deloitte pokazują wspólny, niepokojący wzór: im szybciej rośnie wykorzystanie AI, tym częściej pojawiają się stres, przeciążenie i poczucie utraty kontroli. Coraz częściej o skutkach tej transformacji mówią nie tylko analitycy rynku, ale też lekarze i psycholodzy.
Permanentna adaptacja jako nowy tryb pracy
W teorii AI miała ułatwiać pracę. W praktyce – dla wielu ją komplikuje. Według badań 64% pracowników czuje się przytłoczonych stałym napływem nowych narzędzi opartych na AI, a ich obciążenie zawodowe w ostatnim roku wzrosło zamiast się zmniejszyć. Jednocześnie tylko połowa zatrudnionych ma dostęp do realnych szkoleń lub jasnych zasad korzystania z tych technologii.
Jak zauważają specjaliści, problemem nie jest sama technologia, lecz stan ciągłej adaptacji. Mózg nie dostaje chwili stabilizacji – każda kolejna aktualizacja oznacza nowe oczekiwania, nowe kompetencje i często niejasne reguły gry. Z perspektywy neuropsychologii to stan wyjątkowo kosztowny. Mózg potrzebuje stabilizacji, aby nowe schematy mogły się utrwalić. Gdy tej stabilizacji brakuje, stres przestaje być reakcją chwilową, a zaczyna mieć charakter chroniczny.

Lęk o przyszłość pracy
Dodatkowym obciążeniem jest niepewność ekonomiczna. Ponad połowa pracowników obawia się, że wraz z rozwojem AI ich stanowiska mogą zniknąć lub stać się zbędne. W takim kontekście każda nowa funkcja czy model językowy nie jest ciekawostką technologiczną, lecz potencjalnym zagrożeniem.
Z perspektywy neuropsychologii to szczególnie niebezpieczne: długotrwałe poczucie zagrożenia uruchamia w mózgu tryb „przetrwania”, który drenuje zasoby poznawcze i emocjonalne. Człowiek funkcjonuje, ale coraz gorzej – i coraz większym kosztem psychicznym.
AI zamiast relacji
Raporty zwracają też uwagę na inny, rzadziej omawiany aspekt: osłabienie relacji międzyludzkich. Coraz więcej osób pyta chatboty, co powinny czuć lub jak postąpić w trudnej sytuacji, zamiast skonfrontować się z własnymi emocjami albo porozmawiać z drugim człowiekiem.
AI potrafi dostarczyć informacji i porad, ale nie zastąpi empatii, uważności i bycia wysłuchanym. Gdy technologia zaczyna pełnić funkcję emocjonalnego pośrednika, łatwo stracić kontakt z samym sobą.

Młodsi reagują szybciej
Paradoksalnie to osoby, które z AI korzystają najintensywniej – przedstawiciele pokoleń Y i Z – są też najbardziej świadome jej wpływu na zdrowie psychiczne. Dane Deloitte pokazują, że młodsi użytkownicy częściej sięgają po narzędzia wspierające dobrostan psychiczny i szukają sposobów na redukcję stresu, zanim przerodzi się on w poważniejsze problemy.
Rośnie zainteresowanie terapią, mindfulness, ale też nowymi, opartymi na badaniach rozwiązaniami technologicznymi wspierającymi zdrowie psychiczne. To sygnał, że świadomość rośnie – pytanie, czy nadąży za nią system.
Technologia potrzebuje reguł
Eksperci są zgodni: indywidualne strategie radzenia sobie ze stresem nie wystarczą. Skoro AI staje się infrastrukturą codzienności, potrzebujemy jasnych zasad jej wdrażania – w firmach, instytucjach i na poziomie państwowym. Szkolenia, przejrzyste polityki i regulacje uwzględniające dobrostan psychiczny przestają być „miłym dodatkiem”. Stają się koniecznością.
Bo ostatecznie sztuczna inteligencja miała robić jedno: ułatwiać ludziom życie i pracę. Jeśli zaczyna działać odwrotnie, to nie jest problem użytkowników – tylko sposobu, w jaki ją wprowadzamy.
(grafika tytułowa – źr. Pixabay)

